|
Wychodzimy czym prêdzej, jakby ¶cigani przez z³e duchy. ¯eby siê przed nimi obroniæ, trzeba jak najmocniej zanurzyæ siê w tutejszym ¿yciu.
Nie w jego imitacji stworzonej na potrzeby turystów z Zachodu; prowadzi nas szlak pielgrzymów, których wêdrówka jest mo¿liwa tylko dziêki
otwarto¶ci serca i umys³u, go¶cinno¶ci gospodarzy, wzajemnej ¿yczliwo¶ci i skromno¶ci w zajmowaniu miejsca swoj± osob±, gdziekolwiek siê
jest. I te szlaki prowadz± nas do tutejszych jad³odajni, gdzie podaje siê samosy za 2 - 3 rupie od sztuki i kubek herbaty za 4 rupie. Wiedzie
nas tam nie tyle chêæ zaoszczêdzenia (choæ w ostatnich dniach podró¿y ma to swoje znaczenie), ile ochota, aby dotkn±æ i posmakowaæ tutejszego
¿ycia, choæby w wymiarze najskromniejszym. Pods³uchaæ melodii rozmów w nieznanym jêzyku, przyjrzeæ siê grze uczuæ i my¶li na ¶niadych
twarzach, obserwowaæ codzienn± krz±taninê i odgadywaæ znaczenie zwyk³ych gestów; uk³adaæ w g³owie opowie¶ci, snuæ domys³y o ¿yciu i kolejach
losu napotykanych po drodze ludzi. Nepalczycy s± bardzo uprzejmi i dyskretni, dlatego staraj± siê ukryæ zdziwienie nasz± obecno¶ci± w
miejscu, którego przeznaczenie nie ma absolutnie nic wspólnego z turystami. Miêdzy sob± zapewne komentuj± nasze zachowania, ubiór, twarze.
Nie da siê ukryæ i wtopiæ w tutejszy ¿ywio³. Z czasem zacznê odczuwaæ kolor swojej twarzy jak bliznê, jak piêtno buduj±ce mur skuteczniej ni¿
mowa i gesty. Tylko w górach, gdzie wielekroæ przekonywali¶my siê o niezwyk³ej intuicji ich mieszkañców, kolor naszych twarzy przestaje
¶wiadczyæ o obco¶ci - nie musimy te¿ szukaæ s³ów, wystarczaj± intencje my¶li. Byle tylko otworzyæ im drogê.
|