|
Od samego pocz±tku podró¿y spotykali¶my prawdziwych wêdrowców - przybyszy z dalekiego Mustangu, którzy na zimê schodz± do miejsc o
³agodniejszym klimacie, wokó³ Pokhary1. Ich charakterystyczne karawany spotykali¶my jeszcze nad Yamdi Khola, kilka kilometrów za Pokhar±.
Szli korzystaj±c z wygody, jak± zapewnia asfalt, który nie stawia oporu ani nogom mê¿czyzn i kobiet, ani kopytom koników objuczonych
pakunkami, czasem dzieæmi. Kierowcy niewiarygodnie zdobionych ciê¿arówek Tata mijali ich ze swobod± i tym rzadkim u nas rodzajem szacunku,
który bierze siê z przekonania o równouprawnieniu wszystkich u¿ytkowników szosy - czy to pieszych, czy rowerzystów, czy zwierz±t. A jednak
zrobi³o mi siê smutno, kiedy z okna taksówki wioz±cej nas w kierunku gór zobaczy³am grupê wêdrowców przeciskaj±cych siê miêdzy siatk±
zabezpieczaj±c± stromy stok przed osuniêciem a ciê¿arówk± pêdz±c± z góry, tu¿ za Kha-re2. Jeszcze s± tutaj u siebie, ale czy to siê nie
zmieni, kiedy przybêdzie samochodów? Ich ¿ycie w ¿aden sposób nie przystaje do rozmaitych scenariuszy rozwoju gospodarczego - stan ich
posiadania jest widoczny go³ym okiem i nie generuj± dodatkowego dochodu, który móg³by byæ zakwalifikowany jako ¼ród³o kolejnego podatku. Czy
uda siê uczyniæ z nich "nowoczesnych" rolników produkuj±cych niejadaln±, zatrut± ¿ywno¶æ na sprzeda¿ dla ludzi, których znaæ nie mog±, bo
dzieli ich od nich pó³ globu? Czy ich rola bêdzie polegaæ raczej na drobieniu nied¼wiedzim krokiem na arenie cyrku zakre¶lonego przez kurorty
masowej rozrywki? Tymczasem nasze oczy spotykaj± siê jeszcze na tym odwiecznym szlaku piechurów, którego pewn± czê¶æ po³knê³a stosunkowo nowa
droga jezdna z Pokhary do Baglung3. Góry jednak upominaj± siê o swoje: szosa zbudowana sporym wysi³kiem i ogromnym nak³adem ¶rodków stale
jest atakowana przez dywersyjne si³y nieuchronnych nastêpstw. Tutaj gleba - raz pozbawiona ro¶linno¶ci - nie trzyma siê ju¿ pod³o¿a, a ka¿dy
monsun pogarsza sytuacjê.
|