|
W Hile Kharka, tu¿ przed Tatopani, nad brzegiem Kali Gandaki, na tej wysoko¶ci ma jeszcze kolor kory drzewa pokrytej zielonkawymi porostami.
Rutynowe, a mimo wszystko mi³e pytania pracownika biura Annapurna Conservation Area Project: sk±d, dok±d, na jak d³ugo. I jeszcze kolejne
wype³nianie rubryk - imiê, nazwisko, narodowo¶æ, sk±d dzisiaj, cel wêdrówki... Zastanawiam siê przez moment; zazwyczaj wpisujemy "trekking",
ale coraz bardziej dra¿ni nas model turysty, jaki widujemy po drodze, i mêczy to, ¿e nie mo¿emy tej maski zrzuciæ. Pod wp³ywem nag³ego
impulsu wpisujê "pilgrimage". Ju¿ po wyj¶ciu na szlak w dogasaj±cych promieniach wieczornego s³oñca czujê du¿± ulgê - oto znale¼li¶my swoje
miejsce w tym pochodzie rozmaitych ludzkich losów wêdruj±cych od wioski do wioski, na odwiecznym szlaku solnym ³±cz±cym Tybet z Indiami
wzd³u¿ krêgos³upa Kali Gandaki, zwanej te¿ Thak Kola. Pó¼niej, na szlaku, jeden z tragarzy bêdzie nas wypytywa³, dok±d idziemy i co chcemy
zobaczyæ. W jego g³osie zabrzmi zdziwienie, kiedy siê dowie, ¿e z Jomosom tak¿e wracamy na piechotê, a nie samolotem. Na razie sama nie
bardzo w to wierzê, do Jomosom jeszcze 4 - 5 dni drogi. "Many tourists like the plane very much, beautiful flight - Annapurna, Nilgiri... you
know, mountains without climbing". "But friend, we are not the tourists, we're just pilgrims".Bó¿nica jest dla nas kwesti± zasadnicz±.
Spotykamy wielu turystów, w³a¶ciwie wy³±cznie turystów. Wyci±gaj± przy kolacji przewodniki, dyskutuj± g³ównie o cenach biletów, najlepszych
miejscach noclegowych, odleg³o¶ciach od jednej wioski do drugiej. P³ac± za nocleg i jedzenie - i wszelkie kontakty z gospodarzami zamykaj±
siê w tej transakcji. Dwa ¶wiaty oddzielone niewidzialn± dla oka, ale ¶wietnie wyczuwaln± szyb±, tafl± lodu. Nawet ciep³y gliniany piec na
¶rodku wspólnej jadalni tej tafli nie roztopi.
|